karta parkingowa w mieście – dla osoby z ustaloną niepełnosprawnością

Jeśli w wyniku wypadku (lub innego rodzaju uszkodzenia) masz stwierdzaoną niepełnosprawność i odpowiedni dokument warto postarać się w swoim mieście o kartę parkingową. (o tym jak uzyskać potwierdzenie niepełnosprawności wydane przez Miejski Zespół do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności, i dlaczego warto to zrobić, znajdziesz we wcześniejszych postach).

Karta parkingowa jest jedynym dokumentem upoważniającym do parkowania na „kopertach”, czyli miejscach uprzywilejowanych, często znajdujących się w miejscu dogodniejszym niż pozostałe miejsca parkingowe co jest ważne jeśli masz kłopoty z poruszaniem się. Karta parkingowa to dokument miedzynarodowy – obowiązuje nie tylko na terenie Polski, ale także w krajach Unii Europejskiej. Ważne by zwrócić uwagę poza granicami kraju, że w poszczególnych krajach członkowskich obowiązują odrębne przepisy wynikające z prawa drogowego dla danego kraju, a co się z tym wiąże, odrębne ulgi i uprawnienia dla niepełnosprawnych.

Mając kartę parkingową warto także wykupić abonament na parkowanie w danej miejscowości – z kartą jego koszt jest znacznie niższy niż abonament tradycyjny lub opłacanie parkingu w parkometrach. Szczególy w jednym z kolejnych postów.

Wracając do karty parkingowej za niepełnosprawni.pl

„Kartę parkingową wydaje osobie niepełnosprawnej starosta. Za wydanie karty parkingowej pobiera się opłatę w wysokości ustalonej przez ministra właściwego do spraw transportu.

Dział wydający karty parkingowe może się znajdować przy Starostwie Powiatowym lub przy Urzędzie Miasta. Informację o tym, gdzie w naszym mieście należy składać dokumenty o wydanie karty parkingowej, powinniśmy uzyskać przy Powiatowym Zespole ds. Orzekania o Niepełnosprawności.

Aby otrzymać kartę parkingową, należy złożyć następujące dokumenty:

  • kserokopię orzeczenia o stopniu niepełnosprawności (należy mieć ze sobą oryginał do potwierdzenia),
  • kserokopię dowodu osobistego,
  • fotografię (3,5 x 4,5 cm),
  • na miejscu wypełnia się wniosek na odpowiednim formularzu,
  • trzeba także uiścić opłatę skarbową w wysokości 25 zł (przy składaniu wniosku podawany jest numer konta bankowego, na które należy wpłacić kwotę) – stan na dzień 16 lipca 2003.

Na wydanie karty parkingowej oczekuje się zwykle kilka dni.

Osoba niepełnosprawna o obniżonej sprawności ruchowej, kierująca pojazdem samochodowym oznaczonym kartą parkingową może nie stosować się do niektórych znaków drogowych.

Przepis ten dotyczy również:

  1. kierującego pojazdem przewożącego osobę o obniżonej sprawności ruchowej;
  2. pracowników placówek zajmujących się opieką, rehabilitacją lub edukacją osób niepełnosprawnych pozostających pod opieką tych placówek.

Wszystkie przepisy dotyczące karty parkingowej stosują się także do osób, które posługują się kartą parkingową wydaną poza granicami Polski.

Kartę parkingową należy umieścić za przednią szybą pojazdu samochodowego, w miejscu widocznym umożliwiającym jej odczytanie.

Karta parkingowa potwierdza uprawnienia:

  • do korzystania z miejsc parkingowych wyznaczonych dla osób niepełnosprawnych
  • do niestosowania się do następujących znaków drogowych:
    • B-1 zakaz ruchu w obu kierunkach
    • B-3 zakaz wjazdu pojazdów silnikowych z wyjątkiem motocykli jednośladowych
    • B-3a zakaz wjazdu autobusów
    • B-4 zakaz wjazdu motocykli
    • B-10 zakaz wjazdu motorowerów
    • B-35 zakaz postoju
    • B-37 zakaz postoju w dni nieparzyste
    • B-38 zakaz postoju w dni parzyste
    • B-39 strefa ograniczonego postoju

 

Uwaga: Zgodnie z nowelizacją ustawy Prawo o ruch drogowym (Dz. U. z 2009r Nr 97, poz. 802) kartę parkingową można otrzymać tylko na podstawie orzeczeń wydawanych przez Miejski Zespół do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności, to jest:
?    orzeczenia o niepełnosprawności,
?    orzeczenia o stopniu niepełnosprawności,
?    orzeczenia o wskazaniach do ulg i uprawnień
?    wraz ze wskazaniem spełnienia w punkcie 9 orzeczenia przesłanek określonych w art. 8 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Osoby zaliczone do lekkiego stopnia niepełnosprawności będą mogły otrzymać kartę parkingową tylko w przypadku ustalenia przyczyny niepełnosprawności oznaczonej symbolem 05-R (upośledzenie narządu ruchu) lub 10-N (choroby neurologiczne).

Minister do spraw transportu określa, w drodze rozporządzenia, wzór karty parkingowej, uwzględniając w szczególności konieczność ujednolicenia wzoru karty parkingowej z rozwiązaniami przyjętymi w krajach europejskich, w celu umożliwienia korzystania osobom niepełnosprawnym z ulg i przywilejów w ruchu drogowym, określonych w przepisach innego kraju członkowskiego Unii Europejskiej. Określi także, jakie placówki są uprawnione do jej otrzymania.

Wzór karty parkingowej dla osób niepełnosprawnych

Podstawa prawna: Zmiana ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych (z 20 grudnia 2002) Dz. U. Nr 7. poz. 79 z dnia 23.01.2003. Ustawa Prawo o ruchu drogowym z dnia 20 czerwca 1997 r. Dz.U.03.58.515. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie wzoru karty parkingowej dla osób niepełnosprawnych oraz wysokości opłaty za jej wydanie Dz.U.02.13.126.”

zakończenie sprawy sądowej córki

Środki finansowe z ugody na koncie.
Sprawa sądowa oficjalnie zakończona.

Człowiek zwykle nie wie co go czeka idąc na noże w walce o odszkodowanie i zadośćuczynienie – polecam ugodę. Ale tylko poda warunkiem, że zaproponowane ramy ugody i kwoty są satysfakcjonujące. Cm nie warto także iść do sądu po kilka dodatkowych procent kwoty z ugody. Czasem mniej znaczy więcej.
Na pewno zdrowia.

Córka wyszła z wypadku obronną ręką, choć raczej powinnam napisać nogą. Mamy stosownie obwarowana ugodę od następstw, które mogą się pojawiać w przyszłości choć mam nadzieję, że już nigdy nie będę zmuszona napisać jednego zdania w jej sprawie.
Za sprawy waszych dzieci i rodzeństwa – trzymam kciuki !

Zapytano mnie mailowo czy mogłabym pomóc i wskazać kwotę dla sprawy jednego z dzieci. Poniżej kilka zdań z tej korespondencji mailowej, być może komuś pomogą w podjęciu decyzji.
„Startowałam na drodze sądowej po określona kwotę. Najpierw ubezpieczyciel powiedział , że maksymalnie zapłaci połowę – i to łącznie z tym co wypłacił wcześniej bezspornie. Nie zgodziłam się.
Podnieśli kwotę o kilkanaście tysięcy i tu również się nie zgodziłam (…) to było ryzykowne i prawnik mi odradzał – dostałam pismo, że w takiej sytuacji oni się wycofują z jakiejkolwiek ugody i przeprowadzamy cały proces.
To było trudne pismo i wyglądało na ostateczne.
Odpisaliśmy, że jeśli taka ich wola to ok.

Około 3 tygodni później dostałam kolejne pismo, że ostatecznie zgadzają się na moja kwotę pomniejszona w niewielkim stopniu plus ewentualne następstwa. Bez uwzględnienia tego co wcześniej wypłacono. Skorzystałam z tej oferty i zgodziłam się.

Nie pisze tego bez powodu – to naprawdę ciężkiego kalibru pisma, nieprzyjemne; są nerwy, stres, wzajemne badanie się. Oskarżenia o wyłudzenia, obawy prawników, możliwość wycofania się z jakichkolwiek rozmów.
Ugoda i tak daje czasem lepsze możliwości niż sprawa sądowa, bo tę ubezpieczyciel przeciąga jak najdłużej by było jak najmniej śladów i jak najlepszy stan osoby starającej się. Po to by zmniejszyć podstawę do wypłaty świadczenia.
Nie chciałam zmuszać córki do badań przez biegłych, do kilkuletniej sprawy sądowej – dla mnie ugoda była dobrym rozwiązaniem i przyjęłam ją.
Wszystko wisiało na włosku i czasem trudno opanować emocje i to co podpowiadają inni. Nawet w domu sytuacja robi się napięta i odbija na członkach rodziny.
Nie mogę pokazać wyroku – nie posiadam go. Ugoda jest jednostronicowym dokumentem, potwierdzającym, że zamykamy sprawę gdyż dogadaliśmy się. Wszystko i tak trwało wiele miesięcy – od pierwszej rozprawy do wypłaty świadczenia.
(…) Wszystkie decyzje, które Państwo podejmą muszą być dobrze przemyślane – i ważne by się później nie obwiniać jeśli sprawa potoczy się w kierunku nieoczekiwanym lub gorszym niż zakładano. ”

Życzę wszystkim powodzenia i odważnych, ale świadomych ryzyka decyzji.

majówka samochodem

Jeśli tylko potrafisz przełamać lęk i wsiąść do samochodu. Jeśli tylko umiesz cieszyć się z tego, a przynajmniej tolerować, że ktoś inny prowadzi samochód a nie Ty – warto.
Podróż samochodem i zwiedzanie na ile siły pozwolą daje naprawdę dużo.

Nie tylko frajdy, nie tylko „kopa” czy energii. Pozwala zobaczyć coś więcej niż ściany w domu czy salę rehabilitacyjną. Pozwala nabrac dystansu – i do ludzi, i do własnej sytuacji.

Polecam. Jeśli tylko umiesz się otworzyć, by nie być wtedy samemu i docenić podróż.

pochyłe lub nierówne nawierzchnie

Uszkodzony staw skokowy. Także masz?
Zakres ruchu bardzo niewielki – około 3 stopni. Grzbietowo prawie wcale.
W sądzie uznane za drobiazg – jeden ze skutków.

Musze więc w najbliższym czasie poprosić sędzinę i panią mecenas PBUK o zabandażowanie sobie stopy na sztywno pod kątek 90 stopni i spędzenie tak jednego tygodnia.

Polecam każdemu, kto ma dwie sprawne nogi i nie ustępuje miejsca lub ogląda się za osobą utykającą na drugiej stronie ulicy.

Chodzenie po śniegu, pisaku na plaży, trawniku koło domu, łupku, nierównym chodniku, dnie jeziora – wykrzywia stopę. Ponieważ jest sztywna (staw się zrósł) nie ma żadnej amortyzacji czy ruchomości więc takie podłoże po prostu na siłę ja wykrzywia. Wystarczy 15-20 min w „terenie” i kostka bywa szersza niż kolano..

Niby nic. A jednak z dzieckiem już nie pobiegam, na plażę  nie pójdę, trawnika unikam a śnieg.. budzi co najmniej respekt. Brak czucia uniemożliwia stabilne stanie w jadącym tramwaju czy autobusie na stojąco, pocięte nerwy i układ krwionośny sprawia że noga puchnie szybko i drętwieje.
Schody są trudne – choć łatwiej wejść niż zejść (przy schodzeniu co drugi stopnień staw musi się zgiąć bardziej niż 90 st.). Ale to i tak lepsze niż schodzenie po powierzchni pochyłej – z braku zgięcia w stawie skokowym zgina się kolano i człowiek pół idzie pół kuśtyka i marzy o końcu drogi.

W prawej nodze uszkodzone kolano – amortyzacja, stąpanie, schody, siła..

I doskonale wiem, że ludzie mają gorzej.
Ale ja się dowiedziałam, że fakt iż jeśli spróbuję iść z dzieckiem na basen i woda zbije mnie z nóg i zaleje głowę, lub przewrócę się na ulicy i nie będę umiała wstać bez pomocy innego człowieka to „nic”.
To jak wygląda „coś” – cokolwiek?

rozprawa w sądzie rodzinnym

„Zaakceptowane przez PBUK warunki ugody przedstawione przeze mnie w grudniu to nie koniec drogi. W przypadku podpisywania ugody finansowej przed sądem dotyczącej zadośćuczynienia i odszkodowania małoletnich dzieci należy wystąpić z wnioskiem o zgodę na podpisanie ugody na określonych warunkach i uzyskać zgodę Sądu Rodzinnego na dokonanie takiej czynności ponieważ przekracza ona zakres zwykłego zarządu majątkiem dziecka.
Dokładnie mówi o tym art. 583 kodeksu postępowania cywilnego”
(reszta w postach  z 15,17 i 19 stycznia).

Dziś dzień rozprawy.
Dla tych, których to czeka kilka informacji.

Średni czas takiej rozprawy to 15-30 minut. Ale może się przedłużyć. Sędzia pyta zwykle o to czy Rodzice/Opiekunowie zgadzają się na dane warunki, z czego ustalenia wynikają, czy oboje zgadzają się na podpisanie dokumentów dobrowolnie.

Bywa, że pytań pada więcej – co się stało, dlaczego, z czyjej winy, jako potoczyła się historia, jak dziecko funkcjonuje w czasie obecnym i przede wszystkim – jakie są plany związane z kwestiami finansowymi przekraczającymi zwykły zarząd dzieckiem.
W skrócie – co planujecie zrobić ze środkami dziecka.

ważne by mieć jasną odpowiedź, często pada pytanie szczegółowe, osobny rachunek założony dla tych środków, jakiś cel – na przyszłość.
Sporządzony zostaje dokument – protokół, który podpisują Opiekunowie przed Sędzią. Koniec.

Jestem zwolenniczką teorii, że środki dziecka do niego należą. Ponieważ w Polsce nie ma przepisów zabezpieczających dziecko do jego pełnoletności należy ostrożnie dobrać osoby odpowiedzialne za dbanie o interesy małoletniego (przepisy są niedopracowane i najczęściej opiekun dziecka ma zbyt szerokie uprawnienia co szkodzi interesom dzieci; nie ma nawet opcji by kilkulatkowi założyć konto w banku z blokadą dla Opiekuna).
Życzę wszystkim powodzenia.

powyjazdowo

Wyjazd się odbył. Zimowisko córki z nauką jazdy na nartach.
Łzy szczęścia na mrozie to nie był dobry pomysł.

Ale wyglądała wspaniale śmiejąc się perliście na s toku jak kiedyś jej mama..

Deskę snowboardową zamieniłam na książkę, a kurtkę na herbatę w plastikowym kubku. I z nosem przyklejonym do szyby w małej budce na stoku obserwowałam dziecko, męża, przyjaciół i pozostałych amatorów białego szaleństwa.

Tyle mi pozostało. Choć widok cieszy oczy, to córki ze śniegu nie podniosę gdy się przewróci, nart jej nie założę, nie spędzę z nią aktywnie zimy, nie pokulam się w śniegu choć prosi często i patrzy na mnie oczyma kota ze Shreka..
Śnieg. Nierówności. Ledwie potrafię po tym przejść. Zwykle podpierając się na kimś. Zima mnie przeraża. Jak się przewrócę to sama nie wstanę. Mąż chwilę był, wyjechał, wrócił. Bardziej do niej, niż do mnie..
A podobno zadośćuczynienie za krzywdę to „zbytek” jak twierdzą ubezpieczyciele.

I w zasadzie – w czym problem?
„Bo Pani na narty nie wsiądzie?”

razem a jednak osobno

W trudnych chwilach ludzie się najczęściej zbliżają do siebie. Potrzebują. Szukają. Znajdują wsparcie u bliskich. Im dalej i dłużej tym bliżsi są sobie.
Albo odwrotnie.
Tak bywa i po wypadku. Gdy sytuacja przerasta Ciebie, mnie, Twojego partnera, Twoją żonę. Przestajemy rozmawiać, bo ile można rozmawiać o tym samym? A o nowym? O czym nowym? Rzeczy codzienne wydają nam się błahe w porównaniu z ciężkimi przejściami, problemy cudze są mnie ważne niż nasze, zmieniają się znajomi, sytuacja zawodowa, poczucie wartości, układ sił w związku, możliwości, szanse..
Zaczynamy słyszeć zdania, których partner nie wypowiedział, widzimy spojrzenia, których nie ma, nadajemy znaczenie temu, czemu nie powinniśmy. Zamykamy się, interpretujemy zachowania niezgodnie z intencjami obserwowanego. Izolujemy się my, albo izoluje się nasza rodzina, druga połowa. Oni pamiętają nas głównie ze słabości, kojarzą z bólem i traumą, patrzą na nas przez pryzmat tego co się stało, widzą często nie nas, a ofiarę wypadku, kogoś wymagającego wsparcia. Często sami robią z nas niepełnosprawnych poprzez sposób traktowania, ulgowe podejście, ignorowanie, odciążanie, przypominanie na każdym kroku o ograniczeniach. Przestajemy się rozumieć, mniej rozmawiamy, zmieniamy poglądy na sytuacje, na życie. Zmieniamy oczekiwania. Każdy radzi sobie jak umie ze zmianami, a właściwie z ich „ratyfikacją”.

Ból, żal, zmiany, brak akceptacji, ściana – może od siebie oddalić. Na tyle daleko, że rozmowa odbywa się w dwóch różnych językach i mimo chęci nie ma już szans na porozumienie. Wtedy czas znaleźć tłumacza.
Zanim będzie za późno.

Tylko mediator, psycholog, „tłumacz” z emocji na słowa pomoże w ostateczności.
Ważne by z obu stron były chęci, nawet jeśli któraś z nich nie widzi większych szans, by wrócić do tego co było.

Tłumacz w grze od kilku tygodni.
Tym bardziej cieszy, że zakończono hospitalizację i wracamy do ratowania tego co się uda..